strona główna > aktualności > Mówienie zaczyna się w głowie - cz.2

Mówienie zaczyna się w głowie - cz.2

08.02.2011

Pisałam ostatnio o wewnętrznym dialogowaniu, a właściwie o sztywnym i niezmiennym monologu, jaki niektórzy z nas snują w głowie i o jego wpływie na trudności komunikacyjne lub zahamowania w mówieniu. Dziś opowiem o kolejnym, odmiennym.

 

Zastanów się, czy na to, co i jak mówisz może mieć wpływ fakt, że w Twojej głowie rozlega się istny harmider? Masz w głowie – jak mówi psycholog, Hartman, autor koncepcji dialogowania – kakofonię głosów. Jakby jeden chciał gadać przez drugiego. Często ma się wrażenie, że głosy te pochodzą jakby od różnych nadawców. Każdy z nich ma jakiś inny pogląd, coś innego do załatwienia...Nic dziwnego, że dość trudno się w tym hałasie rozeznać. Przy takim natężeniu wewnętrznego zgiełku pojawia się albo bierność i apatia, albo totalne nakręcenie i tzw. speed bez konkretnego kierunku i treści.

 

Mam koleżankę, w której głowie dokładnie coś takiego się dzieje. Niby ma ścisły, analityczny, logiczno-matematyczny umysł. A mówi tak, że trudno utrzymać wątek. Nie dlatego, że nudzi, ale dlatego, że powtarza często to samo tylko w inny sposób. Zmienia kolejność, parafrazuje jedną i tę samą myśl. A potem jeszcze raz od nowa, ale trochę inaczej.

 

Jest osobą dość znerwicowaną i sama zupełnie nie zdaje sobie sprawy, jak brzmi. Ale, wierz mi, rozmawia się z nią trudno. Dla słuchacza jest to dość irytujące. A zjawisko to zaczęło mnie zastanawiać kiedy wyjechałyśmy razem do Anglii i przebywałyśmy ze sobą non stop. Skończyła kilka kursów językowych i ma nawet FC. Ale – nie mówi. Jest zbyt nakręcona wewnętrznie, żeby poukładać skotłowane słowa i zapętlone zdania w klarowny układ w obcym języku. To wymaga od niej zbyt wiele energii i siły, więc po paru próbach i bardzo prostych wypowiedziach rezygnuje.

 

Poza tym jej napięcie absolutnie nie pozwala na swobodną i naturalną komunikację. Chęć powiedzenia „wszystkiego na raz” powoduje, że spina się jeszcze bardziej i nic z tego nie wychodzi.

 

Odpowiedzialny za ten stan rzeczy jest jej naturalny, indywidualny sposób wewnętrznego dialogowania – nieposkromiony wielogłos. Kiedy zwróciłam jej na to uwagę, najpierw bardzo się zdziwiła, a potem przypomniała sobie, że córka zwróciła jej kiedyś uwagę: „Mamo, zwolnij, bo mówisz wszystko i nic”.

 

Zaczęła się starać kontrolować i początki nie były łatwe. Pracowałyśmy i ćwiczyłyśmy sporo – ma koło pięćdziesiątki, ale wciąż jest aktywna, więc na efekty też nie trzeba było długo czekać. Najbardziej cieszy mnie fakt, że rozmowa z nią zaczęła być intelektualną przyjemnością. A ją cieszy fakt, że kiedy jeżdżą z mężem do rodziny w Austrii, mówi wreszcie spójnie i spokojnie.

 

Mamy wpływ na sposób wewnętrznego dialogowania. Możemy baaaardzo świadomie ingerować w to jak i co mówimy. W języku obcym, który nie jest dla nas naturalny jest to nawet łatwiejsze. I to jest świetna wiadomość na koniec :-))

 

Więcej przydatnej wiedzy na temat trudności w mówieniu przekażę w kolejnym artykule.

A tymczasem zapraszam na warsztat, gdzie razem z innymi osobami z podobnymi trudnościami, będziesz w stanie praktycznie zlikwidować swoje ograniczenia. Poznasz przyjemne mechanizmy oddziaływania na swoją psychologię, bo mówienie zaczyna się w głowie.


Poczytaj o warsztacie tu:

http://www.learning-masters.pl/warsztaty/jak-zaczac-mowic-plynnie-i-naturalnie-w-obcym-jezyku,2,2,20,2,20